2020,  Góry,  Polska,  Rowerem,  Słowacja

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?

Wyjazd w Bieszczady zawsze był w mojej głowie odkładany na przysłowiowe kiedyś. W czasie zeszłorocznych wakacji postanowiliśmy, że to mityczne „kiedyś” zrealizujemy w 2020 roku. Co prawda planowaliśmy jeszcze odwiedzić Lwów, nawet w tym celu dla Młodego wyrobiliśmy paszport. Niestety potem przyszedł COVID i plan wycieczki został ograniczony wyłącznie do samych Bieszczadów.

Z racji dość dużej odległości z Trójmiasta do Cisnej i faktu, że postanowiliśmy zabrać ze sobą rowery postanowiliśmy trasę przejazdu rozdzielić na dwa dni. Przejazd do z noclegiem w Lublinie, powrót zaś z przerwą w Zamościu. Po załadowaniu samochodu do granic pojemności, około południa wyruszyliśmy w kierunku Lublina.

Lublin

Nigdy nie byłem w tym pięknym i urokliwym mieście. Z racji ograniczonego czasu musieliśmy ograniczyć się jedynie do śniadania na rynku i krótkiego spaceru po Muzeum Wsi Lubelskiej.

Bieszczady

Najwygodniejszą i najbezpieczniejszą formą wędrówki z niespełna dwuletnim dzieckiem, przetestowaną w zeszłym roku w Karkonoszach jest nosidło. W tym roku za sprawą św. Mikołaja wyposażeni byliśmy w duże nosidło z Lidla, którego konstrukcja umożliwia duży zakres regulacji szelek (łącznie w ich wysokością). Dzięki czemu nawet na mój wzrost (195cm) udało się dobrać wygodne ustawienia. Przy wadze dziecka ok 15 kg jest to dosyć kluczowe – trzeba pamiętać że dokładając do schowków dodatkową wodę do picia, zapas jedzenia i ubrania łączna waga tego co ma się na plecach szybko osiąga okolice 20kg – do całodziennej wędrówki to dużo więc należy do regulacji takiego plecaka podejść bardzo starannie. Warto również wyposażyć się w kijki trekingowe, gdyż duży ciężar plecaka rozchodzi się również na ręce. Kijki warto wybrać składane, ponieważ można w trakcie wędrówki regulować ich długość: na strome podejścia warto je sobie nieco skrócić a na zejścia z kolei warto wydłużyć. Na podstawie bogatego źródła jakim jest Internet (polecam zwłaszcza stronę karolnienartowicz.com) i trochę własnej inicjatywy zaliczyliśmy następujące atrakcje:

Dzień 1 – Tarnica

Po śniadaniu pojechaliśmy z naszej bazy do Ustrzyków Górnych, gdzie po zaparkowaniu samochodu ruszyliśmy czerwonym szlakiem, poprzez Szeroki Wierch i Tarniczkę w kierunku Przełęczy pod Tarnicą. Stamtąd żółtym szlakiem weszliśmy na najwyższy szczyt Bieszczad – Tarnicę (1346 m n.p.m). Powrót do przełęczy również żółtym szlakiem i następnie zejście niebieskim do Wołosatego. Do samochodu dotarłem jak za czasów studenckich autostopem 😉

Dzień 2 – Mała i Wielka Rawka oraz Krzemieniec

Tym razem punktem startowym, gdzie zostawiliśmy samochód był parking na Przełęczy Wyżniańskiej. Z tego miejsca wyruszyliśmy zielonym szklakiem. Po krótkiej przerwie przy Bacówce rozpoczęło się strome wejście na Małą Rawkę (1271 m n.p.m). Na szczycie weszliśmy na żółty szlak w kierunku Wielkiej Rawki (1304 m n.p.m). Kawałek za szczytem skręciliśmy na niebieski, który zaprowadził nas do trójstyku granicy Polskiej, Słowackiej oraz Ukraińskiej – szczytu Krzemieniec (1221 m n.p.m). Po obowiązkowym zdjęciu wróciliśmy niebieskim szlakiem aż do parkingu przy głównej drodze. Tam zostawiłem rodzinę i autostopem udałem się po samochód.

Dzień 3 – Połonina Caryńska

Podobnie jak dnia poprzedniego, samochód zostawiliśmy na parkingu przy Przełęczy Wyżniańskiej. I tym razem wyruszyliśmy zielonym szlakiem, jednak teraz w przeciwną stronę – w kierunku Połoniny Caryńskiej. Podobnie jak ostatnio czekało nas dosyć strome wejście. Po mozolnej wspinaczce doszliśmy do skrzyżowania ze szlakiem czerwonym, którym wędrując po wietrznej połoninie doszliśmy do Ustrzyków Górnych. Tradycyjnie powrót po samochód: autostop, na busiki nie ma co liczyć po południu jest ich bardzo mało, czyt. nie znalazłem żadnego.

Dzień 4 – Komańcza – Medzilaborce (SK)

Po trzech pięknych dniach przyszło lekkie załamanie pogody, więc postanowiliśmy zrobić użytek z przywiezionych rowerów. Po zapakowaniu całości na samochód podjechaliśmy do niedalekiej Komańczy, skąd kilkakrotnie chowając się przed deszczem zasmakowaliśmy górskiej jazdy rowerem. Przy okazji ustanowiłem kilka życiowych rekordów:

  • najwyższa trasa rowerowa
  • największe przewyższenie (w sumie 656m)
  • najdłuższy zjazd – te 10 km bez potrzeby pedałowania bezcenne

Niestety komisja rekordowa wyniku nie uznała bo zapomniałem odpiąć przyczepki 😉

Dzień 5 – Samochodowa wycieczka po okolicznych cerkwiach

Ponieważ pogoda dalej była w kratkę zdecydowaliśmy się na objazd samochodem po cerkwiach (które obecnie w większości pełnią funkcje kościołów katolickich) których w okolicach Bieszczad jest całe mnóstwo. Nie sposób w ciągu jednego dnia odwiedzić wszystkich ale najbardziej godne polecenia w mojej opinii są:

Dzień 6 – Bukowe Berdo

Korzystając z faktu poprawy pogody ponownie wyruszyliśmy w góry. Tradycyjnie po śniadaniu wyruszyliśmy samochodem do Wołosatego, skąd czerwonym szlakiem weszliśmy na Przełęcz Bukowską stamtąd rozpoczęliśmy długą wędrówkę poprzez Rozsypaniec (1280 m n.p.m), Halicz (1333 m n.p.m) oraz Kopę Bukowską (1320 m n.p.m) aż do Przełęczy Goprowskiej (1161 m n.p.m). W tym miejscu podjęliśmy decyzję że idziemy dalej niebieskim szlakiem na Bukowe Berdo (1311 m n.p.m). Ze szczytu kontynuowaliśmy wędrówkę aż do skrzyżowania z żółtym szlakiem, który zaprowadził nas do Mucznego. Na miejscu złapaliśmy na stopa sympatyczną parę ratowników medycznych z Bydgoszczy (w tym miejscu serdecznie pozdrawiam!), którzy w samochodzie mieli nawet fotelik. Podrzucili nas aż do Wołosatego, gdzie czekał na nas nasz samochód.

Dzień 7 – Sanok oraz Bezmiechowa Góra

Przyszła pora aby trochę odetchnąć od gór. Tego dnia pojechaliśmy do Sanoka gdzie zwiedzanie rozpoczęliśmy od skansenu. Muzem jest znacznie większe od „naszego” pomorskiego skansenu we Wdzydzach, czy tego odwiedzonego w Lublinie – wszak jest to największe tego typu muzeum w Polsce. Można tutaj zobaczyć zabytki architektoniczne z różnych regionów m.in. bojkowskie, łemkowskie, pogórzańskie, galicyjskie jak również obiekty związane z najstarszym na świecie ośrodkiem górnictwa naftowego. Zainteresowanym historią polecam poznać postać Ignacego Łukasiewicza a tym nie lubiącym czytać polecam film na kanale Historia bez cenzury. Z muzeum pojechaliśmy na obiad na rynek a stamtąd prosto do świętej góry polskich szybowników – Szybowiska Bezmiechowa, gdzie nie byłbym sobą gdybym tam nie polatał chociaż modelem RC 😉

Dzień 8 – Jezioro Solińskie

Po kliku dniach intensywnego zwiedzania postanowiliśmy nieco odpocząć nad zalewem Solińskim. Warto na taką wycieczkę wypożyczyć sobie elektryczną motorówkę (do jej prowadzenie nie jest wymagany żaden patent). Przy rozsądnym operowaniu manetką gazu akumulator wystarcza na cały dzień. W tym czasie można opłynąć (prawie) cały zalew. Na wodzie co chwilę będziemy mijać inne jachty, rowery wodne czy kajaki. W okolicy jest wiele urokliwych zatoczek.

Dzień 9 – Leśny zwierzyniec w Lisznej

Niedaleko Cisnej w miejscowości Liszna znajduje się Leśny Zwierzyniec – idealne miejsce dla małych i dużych miłośników zwierząt. Oprócz oglądania z bliska zwierząt można również je karmić.

Dzień 10 – Bieszczadzka Kolejka Leśna oraz Centrum Dziedzictwa Szkła w Krośnie

Będąc w Bieszczadach warto wybrać się na przejażdżkę Bieszczadzką Kolejką Leśna. W sezonie kolejka kursuje kilka razy dziennie, a niektóre kursy obsługiwane są przez lokomotywę parową. Warto wybrać się w taką nostalgiczną podróż pociągiem na parę. W trakcie postoju przy zmianie kierunku jazdy jest możliwość zrobienia sobie zdjęcie wewnątrz lokomotywy oraz obejrzenia całej maszyny z bliska. Komfort podróży nie odbiega specjalnie od tego oferowanego przez Trójmiejską SKMkę, ale oferuje za to znacznie lepsze widoki.

Po wycieczce parowozem pojechaliśmy do Krosna odwiedzić Centrum Dziedzictwa Szkła. Na miejscu można zapoznać się z historią krośnieńskich zakładów oraz zobaczyć z bliska różne etapy produkcji szklanych przedmiotów: od wytapiania szkła, poprzez formowanie aż do zdobienia i dekorowania.

Dzień 11 – Połonina Wetlińska

Nasze pożegnanie z Bieszczadami rozpoczęliśmy od pozostawienia samochodu na parkingu w Wetlinie a stamtąd busikiem udaliśmy się na początek czerwonego szlaku w Brzegach Górnych, skąd rozpoczęliśmy wspinaczkę w kierunku Połoniny Wetlińskiej. Słynne schronisko „Chatka Puchatka” jest obecnie w remoncie (planowane otwarcie dopiero w sezonie 2022) ale w jego pobliżu stoi bacówka gdzie spragnieni mogą się napić (Colą lub wodą) a głodni najeść (pączkami lub snickersami). Wędrowaliśmy cały czas malowniczą trasą, smagania ciepłymi podmuchami silnego wiatru aż doszliśmy do krzyżówki z żółtym szlakiem, którym zeszliśmy do Wetliny.

Trasy Rowerowe

Oprócz mocno zaplanowanych wycieczek zaliczyliśmy też kilka spontanicznych wyjazdów rowerowych. Po samym Bieszczadzkim Parku Narodowym rowerem jeździć nie można (po za drogami przeznaczonymi dla samochodów) ale w jego okolicach znajduje się dużo miejsc gdzie warto przejechać się na dwóch kółkach. Warto podjechać sobie do rezerwatu Sine Wiry, czy przejechać się trasą Liszna -> Cicha Dolina -> Solinka -> Żubracze. Trasy nie są bardzo wymagające technicznie czy kondycyjnie ale sprawny rower, zwłaszcza z dobrymi hamulcami to podstawa.

Łańcut

Wracając z Bieszczad w kierunku Zamościa praktycznie praktycznie po drodze mijamy pałac w Łańcucie – największy tego typu obiekt zachowany w całości w Polsce.

Zamość

Powrót do domu zaplanowaliśmy z noclegiem w Zamościu, który niestety przywitał nas deszczową pogodą. No ale może następnym razem będzie ładniej.

Wrażenia

Rzeczywiście Bieszczady i okolice oferują dużo rozmaitych atrakcji, więc dwa tygodnie na miejscu zleciały błyskawicznie. Niewątpliwą zaletą dla osób nie lubiących zatłoczonych miejsc pokroju Krupówek czy Monciaka jest fakt że takich miejsc skupiających „dzikie” tłumy i handlarzy-nagabywaczy wciskających dalekowschodnią tandetę tutaj nie znajdziemy. Niestety ma to też swoje wady: w godzinach popołudniowych znalezienie busika by wrócić po samochód graniczy z cudem. Trzeba bazować na życzliwości innych turystów i łapać stopa – na szczęście ludzie są tutaj życzliwi i w najgorszym wypadku drugi, trzeci samochód zawsze zaoferował podwózkę.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *